Ten rok…

mymami

Pożegnaliśmy stary rok. Nie było wielkich imprez, balowych sukni i krewetek na stole. Za to byłam ja, on i Krzysio Ibisz. Przejrzeliśmy stertę zdjęć z mijającego roku z szampanem i popcornem w ręku. Na przemian śmiałam się i płakałam. Tyle się zdarzyło. Ten rok był jednocześnie piękny i trudny. Jednego dnia skakałam z radości, by następnego przeklinać rzeczywistość. Ten rok  porządnie poukładał mi w głowie. Ten rok pokazał mi, czym jest bezinteresowna przyjaźń. Ten rok uzmysłowił mi, że toksycznych ludzi czas najwyższy wykopać ze swojego życia. Ten rok pokazał mi, że jeśli ja nie będę dla siebie dobra i w niektórych kwestiach nie dam sobie taryfy ulgowej, to ucierpi na tym cała moja rodzina.

To właśnie ona, jest dla mnie największą wartością. Lubię o niej pisać szczerze, bo w rzeczywistości za dużo jest udawania. Ja się na to nabrałam, Ty nie musisz i im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie. Moje dzieci nigdy nie były idealna, tak samo, jak i ja nie byłam. Dopóki sobie nie uzmysłowiłam, że nie na tym polega to wszystko, było mi źle za każdym razem, kiedy coś wymykało się z mojej kontroli. Wściekałam się o drobnostki, o okruchy, o to, że są za głośni. Wściekałam się, że się wściekam, tak pogmatwane to trochę, ale tak było. Natłok obowiązków wyprowadzał mnie z równowagi, wydawało mi się, że coś ze mną nie tak skoro nie wyrabiam. W pewnym momencie nie wytrzymałam i rozpłakałam się, gdy któreś z moich dzieci wylało sok aroniowy na świeżo co wyprany dywan, a one wtedy wystraszone zaczęły mnie przytulać i płakać razem ze mną. To było jak uderzenie w twarz. Siedzę i płaczę nad jakąś głupią plamą, o której zapomnę za pięć minut, a ja powinnam cieszyć się, że ją mam! Tak dobrze czytasz, bo wiesz co, ta głupia plama uświadomiła mi, że ma mi ją kto zrobić, że mam dwoje cudownych i zdrowych dzieci. Moje łzy były dla nich czymś strasznym, nie wiedzieli, co się dzieję, bały się. Do tej pory to ja zawsze obcierałam ich mokre policzki, tuliłam, gdy było im źle a teraz ich „cały świat” rozsypał się nad jakąś nic nie znaczącą plamą. W ich małych główkach pojawił się sygnał alarmowy z informacją, że coś się dzieje. Sygnał ten szybko uruchomił serce i najszczerszą reakcję, którą mogą się poszczycić tylko dzieci, bez masek, bez zagrywek, bez kombinowania, była szczera i bezinteresowna miłość połączona z lękiem o najbliższą im osobę. A ja zrozumiałam, że oni nie potrzebują perfekcyjnej matki, zaprogramowanej na wykonywanie poleceń nadawanych przez współczesne kanony wychowawcze. Oni potrzebują po prostu mnie. Z moimi błędami. Z moimi łzami. Z moim uśmiechem. Z moim lękiem. Z moją porażką i z moim sukcesem. Wbrew pozorom wydaję się to takie oczywiste, ale uwierz mi kochana, nie jest. Sama się przekonasz, że nie raz będziesz odczuwała poczucie winy, bo przecież powinnaś  karmić, wychowywać i robić tak jak wszyscy, a Ty tego nie czujesz, masz inny pomysł na swoje macierzyństwo, a inny już wydaję się gorszy. Pamiętaj, to Ty w swojej rodzinie rozdajesz karty! Z takim myśleniem o wiele łatwiej jest wyluzować, zrzucić ciasny gorset, który odbiera nam oddech i uwiera do szaleństwa.

Ten rok uświadomił mi również, że szkoda życie na otaczanie się fałszywymi ludźmi, na znajomości w stylu „bo tak wypada”. Stanowczo wolę mieć garstkę prawdziwych przyjaciół niż tabuny znajomych. Ten rok zaowocował w taką nowo-starą przyjaźń. Taką bez zbędnych słów, bez sztucznych ogni, bez niebiańskiej otoczki, ale z godzinami wbitymi w biling telefoniczny. To właśnie jej mogę powiedzieć, że są dni, w których mam ochotę wystrzelić się w kosmos, bez biletu powrotnego i wiem, że poleci tam ze mną, bo też ma takie dni. Mając kogoś takiego obok siebie, jest łatwiej. Nie musisz udawać kogoś, kim nie jesteś, nie musisz silić się na rozmowę, gdy tak naprawdę tego nie chcesz. Nie musisz trzymać się sztywno zasady, że o macierzyństwie trzeba mówić dobrze, albo wcale.

Ten rok pokazał mi po raz pierwszy, że postanowienia noworoczne wcale nie są takie złe, a marzenia się spełniają, tylko trzeba włożyć w nie cholernie dużo pracy i wytrwałości. Dzięki temu kolejny rok powitam we własnych czterech ścianach! Tobie też tego życzę! I nie mam tu na myśli budowy domu, tylko celu, do którego samo dążenie sprawi Ci ogromną przyjemność.

W tym nowym roku pragnę kontynuować, to wszystko co w mijającym udało mi się zrealizować i poukładać. Nie chcę i nie muszę zaczynać od nowa, tylko realizować  tą historie, którą już napisało mi życie.

Szczęśliwego Nowego Roku!!

Podziel się!
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter
  • MyMami

    Dokładnie:)