Nadzieja umiera ostatnia

nadzieja umiera ostatnia

Obudził ją ogromny ból głowy, chociaż tak naprawdę nie była pewna, czy w ogóle zasnęła. W ostatnim czasie towarzyszy jej głównie strach odbierający oddech, przeplatany ciągłym pytaniem dlaczego? Każdego dnia po jej policzkach spływa morze łez, a poczucie winy rozrywa wnętrzności. Obwinia się, bo to przecież jej ciało zawodzi. Próbuje być silna, bo przecież nadzieja umiera ostatnia, bo przecież ma dla kogo.

Młoda, energiczna, zdrowa. Płakała z radości, gdy test pokazał dwie kreski, by raptem dwa dni później były już to łzy rozpaczy. Krew!! Później już tylko szaleńcza jazda do szpitala i ciche błaganie. Zimny płyn wylądował na brzuchy a głowica aparatu, przesuwała się po nim milimetr po milimetrze. Parę sekund, które trwały jak wieczność. Parę sekund, które tknęły w jej serce nadzieje. Pani doktor delikatnie poprawiły swój śnieżnobiały fartuch i ze spokojnym głosem powiedziała, że to koniec. Ona siedziała jak w jakimś amoku, nic nie mówiła – nie była w stanie.

„Wielkość zarodka wskazuje na siódmy tydzień, niestety nie ma akcji serca i sądząc po wielkości, już jej nie będzie, na lewym jajniku torbiel, czy decyduje się Pani na wyłyżeczkowanie??”

Brak serduszka, ciąża obumarła, wyłyżeczkowanie, każde słowo było dla niej jak strzał z karabinu. Nie! Nie zgadza się, coś jej tu nie pasuje. Miesiączki miała nieregularne, cykle się rozjeżdżały, ale według jej obliczeń ciąża jest młodsza, musi być – prosi o konsultacje.

„Na tą chwilę ciąży nie zlokalizowano, mimo podwyższonego stężenia hormonu Bhcg, torbieli żadnej nie ma. Proszę się pojawić na Izbie Przyjęć za pięć dni, zobaczymy, czy coś się pokaże i sprawdzimy, czy beta przyrasta”

Nadzieja. Właśnie to słowa towarzyszyło jej przez te pięć długich dni. Pięć dni lęku. Pięć dni niepewności. Pięć dni ciągłego plamienia.

„Gratulacje. Jest zarodek, ale pojawił się krwiak, który odkleja trofoblast”

Nadzieja to właśnie nią żyła każdego kolejnego dnia. Nadzieja towarzyszyła jej, gdy ponownie zalana krwią i łzami pędziła na sygnale do szpitala. Przeklinała los, który na siłę próbował jej odebrać, to co już pokochała całym sercem, ale to nadzieja towarzyszyła każdemu oddechowi, każdej minucie i każdej sekundzie.

Teraz w jej ciele bije czternasto tygodniowe serduszko i ma się dobrze, mimo wszystkich przeciwności i pierwszej błędnej diagnozy, której skutkiem byłoby usunięcie życia nim się tak naprawdę zaczęło

Nadzieje umiera ostatnia.

Nadzieja dla życia.

Nadzieja na macierzyństwo.

Nadzieja na sens istnienia.

Nadzieja na największą miłość.

 

 

Podziel się!
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter
  • Paulina Sulej

    Święte słowa „Nadzieja umiera ostatnia!”

  • Trzeba mieć nadzieję i walczyć, nie zawierzać lekarzom w 100%. Oj ile ja miałam przykładów, że mogą się okropnie mylić. O nawet w naszym przypadku, lekarz nie chciał mnie przyjąć na patologię, bo stwierdził, że mała ilość wód płodowych nie zagraża dziecku. Uparłam się. A po kilku dniach ktg wyło jak oszalałe bo Blania się dusiła…

    • MyMami

      Przerażające są takie zdarzenia:( Czasami trzeba zaufać własnej intuicji.