Gdy umiera dziecko…..

ciąża

Narodziny dziecka to najszczęśliwszy dzień w życiu. Najpiękniejsza nagroda za dziewięć, często ciężkich miesięcy. A co, kiedy dzień narodzin dziecka jest również dniem jego śmierci? Co wtedy, kiedy w bólach i z pełną świadomością rodzisz martwe dziecko? Swoje dziecko. Przez te kilka miesięcy zdążyłaś je pokochać miłością największą. Odliczałaś z utęsknieniem  dni, by usłyszeć jego płacz, wycałować maleńkie ciałko. Wyobrażałaś sobie jak to będzie, kiedy będziecie już razem. Miał się rozpocząć najpiękniejszy rozdział w Twoim życiu, Waszym życiu. Zamiast tego los z Was zadrwił okrutnie.

W pierwszej ciąży spędziłam kilka tygodni na oddziale patologii ciąży, tam też poznałam fantastyczną dziewczynę. Tak jak ja, oczekiwała na swoje pierwsze dziecko. Po wyjściu ze szpitala, nadal utrzymywałyśmy kontakt. Wspierałyśmy się wzajemnie. Wspólnie odliczałyśmy dni do końca naszych ciąż. Planowałyśmy kolejne spotkanie już w towarzystwie naszych dzieci. Trzymała za mnie kciuki podczas mojego rozwiązania. Cieszyła się razem ze mną z narodzin Kacperka i odliczała dni do swojego wielkiego dnia. Tylko że ten dzień nigdy nie nadszedł. Mniej więcej w terminie jej porodu kontakt nam się urwał. Nie odpowiadała na sms-y, telefony. Czułam, że coś jest nie tak, że coś musiało się stać. W końcu zadzwoniła. Rozmawiałyśmy bardzo długo, chociaż trudno nazwać tą rozmową. Kiedy powiedziała mi, że jej córeczka nie żyje, płakałyśmy razem. Po tej rozmowie nie mogłam dojść do siebie bardzo długo. Patrzyłam na mojego synka i dziękowałam Bogu za to, że mam go przy sobie. Nigdy nie zamierzałam upubliczniać tej historii. Jednak kilka dni temu ona odezwała się do mnie. Od tego cholernego wydarzenia minęło już trzy lata i stwierdziła, że czas najwyższy otrząsnąć się, zacząć normalnie funkcjonować, a może nawet kogoś uratować przez tak niewyobrażalnym cierpieniem…

Emilia zapytała mnie, dlaczego akurat teraz zdecydowałam się opowiedzieć moją historię? Czy na pewno tego chcę? Czy jestem gotowa na tak intymne zwierzenie? A więc jestem, bo mam nadzieję, że być może, dzięki mojej historii, będziesz ostrożniejsza niż ja. A dlaczego teraz? Ponieważ jest to okres przedświąteczny. Podczas którego można zapomnieć, co jest teraz najważniejsze, bo wpadamy w szał przygotowań. W moim przypadku to nie były święta, ale duża uroczystość rodzinna. Mimo iż byłam już w 8 miesiącu ciąży, chciałam aktywnie uczestniczyć w przygotowaniach.  W końcu ciąża to nie choroba. Nawet nie masz pojęcia, jak strasznie tego żałuje. Jak byłam głupia, że za wszelką cenę chciałam udowodnić, że nie potrzebuje taryfy ulgowej. Może, gdybym nie była tak pochłonięta przygotowaniami, wcześniej bym się zorientowała, że dziecko jest dziwnie mało ruchliwe. Może… Od rana zawzięcie piekłam i gotowałam, chciałam pokazać jak ze mnie świetna gospodyni, jaką Julcia będzie miała zaradną mamę…. W natłoku zajęć nie zwracałam uwagi na ruchu. Nie wiem, czy je czułam, wydawało mi się, że tak, a może sobie to wmawiałam? Przecież wyniki miałam świetne, poza moją dość silną anemią nic złego się nie działo. Dziecko rozwijało się książkowo. Dopiero wieczorem zorientowałam się, że coś jest nie tak. Pojechaliśmy na IP i wtedy rozpoczął się największy koszmar mojego życia. Serduszko Julci nie biło. Myślałam, że zwariuję. Ogarnął mnie wręcz fizyczny ból. Wyłam, krzyczałam, błagałam, żeby sprawdzili jeszcze raz, że na pewno to pomyłka. Mąż próbował być silny, ale sam nie dawał rady. Za niecały miesiąc miał się odbyć poród rodzinny, mieliśmy przeżyć go razem, miał mnie trzymać za rękę. Nie bałam się bólu, liczyło się tylko to, że będzie już z nami. Rodziłam naturalnie, lekarz stwierdził, że tak będzie dla mnie lepiej. Nie walczyłam o cesarskie cięcie, nie miałam na to siły. Dzisiaj żałuje, bo ta cholerna cisza na porodówce uderzała z taką ogromną siłą, że aż rozrywała od środka. Nawet nie wiesz ile bym była w stanie oddać, za to, żeby moje dziecko zapłakało. I za każdym razem, kiedy słyszę pieprzone narzekanie, że jakaś Anka, Kaśka, czy jakaś tam inna się nie wyspała, bo jej dziecko wyło całą noc, to mam ochotę podejść do takiej jednej czy drugiej i plunąć jej w twarz, za to, że jest taką ignorantką. Ja o tym wyciu marzę dzień i noc. Marzę, żeby moje dziecko, moją Julcie tulić w ramionach, gdy właśnie tak wyje….  Chciałam umrzeć, myślałam, że nie zasługuje na to, by żyć. Obwiniałam siebie za to, co się stało. Żyłam jak w transie. Potrafiłam godzinami siedzieć w pustym pokoiku mojej córeczki i płakać. Nie potrafię słowami opisać, co wtedy czułam, ale wiem jedno,  to był koszmar, którego nie życzę nikomu. Jeżeli jesteś w ciąży, to zamiast biegać po sklepach za kurczakami skup się na tym, co najważniejsze, czyli na sobie i na dziecku. Zrób wszystko, żebyś za rok o tej porze była najszczęśliwszą matką pod słońcem, a nie takim emocjonalnym wrakiem jak ja. Mam nadzieję, że śmierć mojej córeczki nie poszła na marne i że mój list pokaże, że nie warto robić wszystkiego za wszelką cenę.

Takie okropne zdarzenia uświadamiają mi jak wiele mam. Dziękuje za każdą chwilę spędzoną z moim mężem. Dziękuje za każdą chwilę spędzoną z moimi dziećmi. Ich płacz nie wydaje się już taki straszny, a wręcz przeciwnie. Życie jest niezwykle kruche. Nie wiem, ile jeszcze dni nam zostało, by cieszyć się naszym szczęściem, ale wiem, że jest to najpiękniejszy czas w moim życiu.

 

 

 

Podziel się!
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter
  • Nie jestem sobie w stanie wyobrazic takiej tragedii. Zycia po. Nie wazne, czy w momencie narodzin, czy za 20 lat. Rodzice nigdy nie powinni chowac swoich dzieci. Nigdy.

    • MyMami

      Zgadzam się! Rozpaczy i bólu nie da się opisać po takiej tragedii.

      • Ewa

        Najgorsze co może spotkać rodziców to śmierć ich dziecka.Kolejność powinna być odwrotna..To dzieci chowają rodziców.Życie potrafi być piękne i szczęśliwe,ale również okrutne i przewrotne jak w tym przypadku.Oby takie tragedie więcej się nie zdarzały.

  • czytałam ten tekst na raty w między czasie wypłakując sie w łazience. Boże! Dlaczego nas tak ranisz???????? Dlaczego nie mogą zniknąć gdzieś wyrzuty sumienia??? Dlaczego musimy to przechodzić? dlaczego życie dajesz i zabierasz???

    • MyMami

      :(:(:(

    • Mama

      Bardzo współczuję rodzicom którzy stracili swoje dzieci w taki czy inny sposób wyrażam głęboki żal.Nie umiem opisać tej tragedii jaką przeżyli bądź przeżywają.

  • MyMami

    Bardzo 🙁 ja mimo, że już znałam dobrze jej historie po przeczytaniu jej listu płakałam jak szalona, patrzyłam na moje dzieci i płakałam. .. los potrafi z nas bardzo zadrwić

  • Musiałam przeczytać na raty, bo inaczej się nie dało… Bardzo trudny temat. W sumie, co ja gadam, niewyobrażalnie trudny. Trzeba o tym pisać i, co równie ważne, trzeba żyć tak, jakby tego jutra miało nie być. Po prostu.

    • MyMami

      Nie spodziewałam się że kiedykolwiek na ten temat napiszę, gdyby nie jej prośba nie odważyłabym się…. ale niestety takie rzeczy się zdarzają i bardzo ważne jest żeby kobiety nie bały się jechać na IP w obawie że zostaną wyśmiane że panikują. Warto pojechać jeden raz za dużo niż za mało….

  • matka

    Ja też przeżyłam podobną tragedię… 2 miesiące temu i nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie co to znaczy….Na szczęście mam starszą córeczkę, która dodaje sił każdego dnia…

    • MyMami

      Ogromnie mi przykro 🙁

  • MyMami

    Nie jestem wstanie nawet sobie wyobrazić co Pani czuła przy drugim porodzie w momencie spadku tętna… po tak ciężkich przeżyciach. I dziękuje za to że jest Pani wstanie wesprzeć innych, a podsumowanie niezwykle trafne.

  • Nati

    Bardzo współczuję, tez wiem co to znaczy. Rok temu czekaliśmy na naszą druga córcie. Od poczatku wszystko było dobrze, mała zdrowo rosła w brzuszku, az tu nagle w 24 tygodniu lekarz na usg mowi ze jest cos nie tak z serduszkiem małej. Wysłał mnie do szpitala na dokładne badania, okazało sie ze malutka jest bardzo chora, ze umiera. Miesiąc walczylismy o nia z wielka nadzieja ze bedzie dobrze, ze leki pomoga, niestety w 30 tyg umarła w brzuszku. 17 marca minął rok, ciężko mi było sobie z tym wszystkim poradzić. Dziś jestem w 35 tygodniu ciąży i czekam na kolejną córcie. Juz niedługo będzie z nami. Każdego dnia prosze zeby była zdrowa i nic sie juz nie wydarzyło.

    • MyMami

      Bardo współczuje :(:( Trzymam mocno kciuki, żeby wszystko było dobrze i na pewno tak będzie!!!

  • Marta

    15 października przeżyłam podobną tragedię, moja córeczka była zdrowa, ale urodziła się za wcześnie i mimo wysiłków lekarzy nie udało jej się uratować. Dodam, że akurat tego dnia przypada Dzień Dziecka Utraconego, widocznie musiało paść na nas 🙁 to jest tak niewyobrażalny ból, że nie jestem w stanie tego opisać. Teraz jestem w 18 tygodniu ciąży, o którą walczę każdego dnia. Nie umiałabym pochować drugiego dziecka. Śmierć własnego dziecka jest tak nienaturalna, że nie ma nawet nazwy na taką matkę. Jeśli dziecko straci rodzica to staje się sierotą, jesli żona traci męża to jest wdową, a matki która straciła dziecko nikt nie potrafi nazwać, to wbrew naturze 🙁

    • MyMami

      Nie ma chyba takiej nazwy które mogłaby opisać tak niewyobrażalną tragedie:(

  • Wyjątkowo ważny to temat. Mama aniołka, która opisała swoją historię jest niezwykle dzielna. O takich historiach, właśnie z powodu bólu niewiele się mówi. Moja ciąża była ciężka ze względów psychicznych, ja właśnie bardzo mocno uważałam na siebie, wręcz obsesyjnie. Nic nie było ważniejsze. Liczyłam ilość ruchów kilka razy dziennie a na patologię ciąży można powiedzieć, że sama się kazałam położyć, bo lekarze mówili, że można przychodzić na ktg codziennie. Ale w trakcie mojej ciąży, w rodzinie i to najbliższej wydarzyła się właśnie taka tragedia. Chłopiec miał się urodzić z wadą serca, później jego mama w połowie 8 miesiąca czuła bardzo rzadkie ruchy, a przez to że poród wymagał specjalistycznego przyjęcia, nie chciano jej przyjąć do pierwszego, najbliższego szpitala i odesłano do kliniki oddalonej o 40 min. drogi. Chłopiec się urodził, ale był tak podduszony, że zmarł po 2 godzinach walki. Sekcja zwłok później wykazała, że wady serca nie było. Gdyby nie błędnie odczytane USG być może by dziś żył. Teraz jego mama jest w kolejnej ciąży. Bardzo mocno trzymam za nią kciuki. Życzę też autorce tego „listu”, by jeszcze nie raz spełniła się jako mama i usłyszała ten płacz na porodówce. U nas, już teraz cała rodzina wie, że ciąża to nie zabawa. Trzeba cały czas wsłuchiwać się w siebie i patrzeć na ręce lekarzom, nie ufać do końca, sprawdzać u wielu na raz, domagać się odpowiedniej opieki.

    • MyMami

      Przy drugiej ciąży z całego serca chciałam wymazać z pamięci to co się stało koleżance. I przechodziłam przez to samo co Ty. Każdego dnia drżałam o życie mojej kruszynki tym bardziej, że ciąża z wieloma komplikacjami od samego początku. Historia aniołka z Twojej rodziny jest nie do pomyślenia. Tutaj ewidentnie zawiniła nasza służba zdrowia. Przykre, że niewinni cierpią. Nie chcę myśleć nawet o cierpieniu matki. Również będę mocno trzymać kciuki, aby tym razem wszystko było dobrze.

      • Dziękuję! :* Powiem Ci, że mi ta ostrożność bardzo się przydała. Wolę nie myśleć, co by było jakbym nie leżała na tej patologii ciąży. Miałam cesarkę na cito bo mała podduszała się pępowiną. Do tej pory, jak przeglądam książeczkę zdrowia i czytam powód wykonania porodu operacyjnego „zagrażająca zamartwica płodu”, to aż mnie ciarki przechodzą. Dlatego każdej przyszłej mamie zalecam ostrożność. Bardzo ważny temat poruszyłyście! Lepiej się 9 miesięcy pomartwić i pouważać na siebie, ale mieć zdrowego maluszka później przy sobie.

  • MyMami

    Nie można przesadzać w żadną stronę! A już na pewno nie można odchudzać się podczas ciąży!! Pozdrawiam

  • teresa

    jednym słowem PRZERAŻAJĄCE, bardzo współczuję

  • MyMami

    Tragedia:(:( Brak słów..